Przywódca Wampirów : Klaudiusz de Quincey



Imię: Klaudiusz Cesaire François
Nazwisko: de Quincey
Pseudonim: Hrabia de Quincey, dla dobrych przyjaciół Pchła
Wiek: 394 lata / przemieniony w wieku lat 22
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Wampir
Opiekun: Nope?
Żywioł: Mrok ze śladowymi ilościami ognia
Moce: Poza standardowymi dla dojrzałego wampira umiejętnościami (znacznie wyostrzone zmysły, przyspieszona regeneracja ran, możliwość transformacji w nietoperza, siła i prędkość - mimo niewielkiej postury - widocznie przewyższające możliwości innych ras), Klaudiusz wraz z koniecznością pojenia się ludzką krwią odziedziczył także zdolności dość nietypowe nawet dla osobników władających podobnymi co on żywiołami. Hrabia posiada bowiem umiejętności o wiele bardziej wyrafinowane niż przeciętne stworzenie władające mrokiem; dysponuje wrodzoną niemal możliwością manipulacji cieniami i przedmiotami, które je rzucają, co oficjalnie uznawane jest za rozszerzone pojęcie telekinezy. Tworzenie z otaczających go cieni pęt i ślepo posłusznych mu cienistych istot także nie stanowi dla niego trudności, zna się również na silnych zaklęciach obezwładniających i ofensywnych, a jego cieniste wytwory użyte mogą być tak do obrony, jak i ataku. Warto także napomknąć, że jego cień ma tendencję do "życia własnym życiem" - zachowuje się jak oddzielna, żywa istota, jest zdolny do samodzielnego myślenia i może swobodnie poruszać się, a nawet przebywać z dala od właściciela gdy ten nie koncentruje się na utrzymaniu go przy sobie. Klaudiusz zazwyczaj potrafi przywołać go z powrotem, mimo to jego cień często narobi szkód zanim do niego wróci. Niestety, o ile w używaniu magii mroku jest naprawdę świetny, o tyle z ogniem radzi sobie co najmniej marnie - ledwie wychodzi mu rozpalenie niewielkiego ogniska.
Charakter: Mówi się, że wampir nie posiada duszy. Opowieści o spopielających się pod wpływem promieni słonecznych, żądnych ludzkiej krwi istotach krążą wśród ludzi od wieków, podobnie zresztą jak one same. Rzeczywistość jednak wciąż ma co nieco do powiedzenia, i niekoniecznie jest to zgodne z przesądami, którymi starzy księża z ulubowaniem straszyli wiernych jeszcze dwieście lat temu. Spanie w trumnach, zmienianie się w nietoperza, siła stu ludzi i szybkość północnego wichru to nic więcej jak zwyczajne bujdy na resorach. Nie ma żadnego hipnotyzowania wzrokiem, lewitowania czy czajenia się w mrokach jaskiń, nic z tych rzeczy. Ale cała ta gadka o duszy właściwie nigdy nie została sprawdzona, Klaudiusz zresztą nie jest specjalnie wierzący i nie przykładałby szczególnej wagi do życia pozagrobowego nawet gdyby rzeczywiście istniało. Bardziej od dalekiej przyszłości obchodzi go o wiele bliższa i bardziej realna teraźniejszość, a jednak sam nigdy nie twierdził, że jest ateistą; wręcz przeciwnie, Biblię zna świetnie, po prostu nie stosuje się do zasad żadnej wiary. Ktoś powiedział mu kiedyś, że jest jak wszystkie grzechy główne złączone w jedno nieśmiertelne ciało, i gdyby zastanowić się nad tym głębiej, rzeczywiście jest to wyjątkowo trafny opis. Grzechów głównych jest siedem, a pierwszym z nich jest pycha. Klaudiusz z pewnością nie byłby sobą, gdyby nie można byłoby nazwać go wyniosłym gnojkiem. Wychowywał się w przekonaniu, że jest bezkarny, że wszystko mu wolno, a jako jedynak i oczko w głowie obojga rodziców przez całe życie dostawał wszystko, czego tylko zapragnął. Nic więc dziwnego, że dziś jego życiowa postawa charakteryzuje się nadmierną wiarą we własną wartość i możliwości, a on sam ma niesamowicie wysoką samoocenę oraz mniemanie o sobie. A także że niejednokrotnie towarzyszy mu agresja. Drugim grzechem głównym jest chciwość. Błędem byłoby nie patrzeć na Klaudiusza jak na osobę o czysto hedonistycznym podejściu do życia. Całe życie żyjący w dostatku i dobrobycie, przyzwyczajony do posiadania dużego majątku, lubiący wydawać pieniądze lekką ręką na własne zachcianki i dla własnej przyjemności. Nie jest może najbogatszy w kraju, ale nawet mimo iż wciąż nie brakuje mu pieniędzy, to i tak jest mu mało. Przez sto osiemdziesiąt trzy lata życia nie nauczył się dosłownie niczego; wciąż święcie przekonany, że pieniądze dają szczęście, potrafi doceniać jedynie dobra materialne. Jako trzeci spośród siedmiu grzechów głównych wymieniana jest zawiść. Jest to najprawdopodobniej ta cecha, której po Klaudiuszu widać zdecydowanie najmniej; przynajmniej na co dzień. Zdarzają się bowiem chwile, kiedy - mimo ogólnego zadowolenia ze swego opływającego w dostatki życia - wampir odczuwa to dziwne ukłucie frustracji, widząc ludzi szczęśliwych mimo braku bogactwa. Sam nie potrafi nazwać targających nim wtedy emocji, być może dlatego, że zawsze miał wszystko, czego zapragnął, i nie znał nikogo, komu mógłby czegokolwiek zazdrościć. A mimo to podświadomie i on pragnąłby być zadowolony z życia bez konieczności kupowania sobie szczęścia. Za czwarty grzech główny uważany jest gniew. Impulsywność zawsze leżała w jego naturze. Klaudiusz łatwo i szybko wpada we wściekłość, często z błahych powodów, co niejednokrotnie prowadzi do rękoczynów. Wampir ma tendencje do wyładowywania swojej złości na innych, i nawet gdyby widział w tym coś złego, nie potrafiłby nic na to zaradzić - jest najzwyczajniej w świecie niereformowalny, a kiedy wpada w szał, najlepiej jest schować się gdzieś i modlić się, by nie odnalazł ani tej, ani żadnej następnej kryjówki. Piątym grzechem jest pożądliwość. Przysłowiowa nieczystość seksualna, tak świetnie pasująca do Klaudiusza, który, mówiąc delikatnie, nie stroni od seksu. Mężczyzna czy kobieta, jest mu praktycznie wszystko jedno, ważne, by czerpał z tego profity, czy to w postaci pieniędzy, czy to w postaci możliwości napicia się krwi partnera bądź partnerki. Cecha ta, podobnie jak pycha i przeświadczenie o własnej wyższości, wyraźnie ukazuje się tak w jego zachowaniu i ruchach, jak i słowach. Szósty i siódmy grzech są w jego przypadku ściśle ze sobą powiązane: obżarstwo i lenistwo. Klaudiusz ma ogromną słabość do dobrej ludzkiej krwi i niejednokrotnie opija się jej w znacznie większych ilościach niż te minimalne, których dostarczenia wymaga jego organizm. Jego lenistwo objawia się zaś w wielu czynnościach - wampir lubi wysługiwać się innymi, a że jest także świetnym kłamcą, potrafi owinąć ich sobie wokół palca tak, by robili wszystko za niego, podczas gdy on sam nie robi dosłownie nic, a gnuśność aż przez niego przebija. Podobnego okrutnika ze świecą szukać, i dopóki zajmuje cholernie wysokie stanowisko, niewiele sobie robi z niezadowolonych głosów (nikt i tak nic mu nie zrobi, kiss ma ass), a dopóki ktoś lub coś silniejszego nie postanowi strącić go z pantałyku, hej, czemu miałby czegokolwiek żałować, przecież nie ma poczucia moralności.
Aparycja: Pierwsze, co dostrzega przeciętny obserwator patrzący na Klaudiusza, to wbrew pozorom wcale nie jego typowo wampirze cechy, ale niski wzrost. De Quincey nigdy nie wyrósł na wysokiego mężczyznę postawnej budowy - wręcz przeciwnie, zawsze był drobny, szczupły i smukły. A jednak nawet jego marne 163 centymetry nie mogą pozbawić go tej naturalnej wytworności i dworskości, tak charakterystycznych dla wielu starszych przedstawicieli wampirzej rasy. Jest coś fascynującego w jego ruchach; nawet jak na wampira mają w sobie dziwny, koci wdzięk. Szlachetne rysy wysoko urodzonej osoby podkreślają jego status, a blada skóra pięknie kontrastuje z hebanowymi włosami, układającymi się w naturalne, zawadiackie fale, oraz szarozielonymi oczami. Ubiór zaś w przypadku Klaudiusza nie jest rzeczą stałą; raz wygląda jak żywcem wyrwany z XIX wieku, innym wręcz przeciwnie. Fakt pozostaje faktem, iż jego ubrania mają jedną cechę wspólną - nawet na tle dzisiejszej mody wypadają oryginalnie i ekscentrycznie. Utrzymane w odcieniach czerni i czerwieni, podkreślają urodę wampira, której - jak wszystkim jego pobratymcom - zdecydowanie nie można mu odmówić.
Stanowisko: Przywódca wampirów oraz nauczyciel sportu
Rodzina:
- François Cyrille de la Grange d'Arquien, hrabia Tuluzy i ojciec, zmarły w wieku 55 lat na zapalenie płuc
- Christine Marie d'Arquien z domu de Guise, hrabina Tuluzy i matka, zmarła w wieku 61 lat na suchoty
- Dorothée Juliette de Foix z d. d'Arquien, młodsza siostra, żona hrabiego de Foix, zmarła w wieku 29 lat w wyniku upadku z konia
- Cesaire Vyrille d'Arquien, młodszy brat, zmarły w dzieciństwie podczas kąpieli
Przyjaciele: Kto?
Wrogowie: Wielu. Naprawdę, wielu.

Historia: Jak wieść niesie, był to nienaturalnie chłodny jak na środek lata dzień. Zmęczone słońce wlokło się z mozołem po niebie; to pojawiało się, to znikało za chmurami jak miedziana moneta, od czasu do czasu oświetlając zabudowania Paryża. Wieczorny wiatr lekko poruszał liśćmi rosnących po obu stronach żwirowej alejki prowadzącej do drzwi willi rosłych dębów i szumiał w ozdobnych krzewach. Konie w stajniach nerwowo biły kopytami i rżały trwożnie. Stajenny uspokajał je, przemawiając do nich cicho i głaszcząc ich gęste grzywy. Ale i on spoglądał z niepokojem na dwór. Niebo ciemniało. Słońce pospiesznie kryło się za horyzontem. Okna komnat były puste. Wisiały w nich ciężkie kotary, skrępowane ozdobnymi sznurami niczym kajdanami. Dzień kończył się całkiem zwyczajnie. Kiedy jednak zegar wybił kwadrans do dziewiątej, zerwał się wiatr. W okolicach Kanału La Manche ten rodzaj wiatru nazywano "morskim kółkiem graniastym". Wiatr zaatakował willę. Połamał delikatne gałązki krzewów, gwałtownie poruszał furtkami w stajniach. Zadrżały szyby z ręcznie dmuchanego szkła w komnatach na piętrze; belki stropowe złowrogo zatrzeszczały. Przeciągły lament przebiegł po korytarzach, a ogień w kuchennych paleniskach przygasł. Kamienne ściany wstrzymały oddech. Wszyscy mieszkańcy zastygli w bezruchu. "Kółko graniaste" - zaszumiał wiatr. I właśnie wtedy rozległ się płacz dziecka. Był 15 sierpnia 1621 roku. Zaraz potem wiatr ucichł równie nagle, jak się pojawił. Powrócił do jednego z tych niewidzialnych miejsc, gdzie odpoczywał. Tego popołudnia narodził się pierworodny syn hrabiego Tuluzy i jego nowo poślubionej żony. Dziecko ochrzczono Klaudiuszem i od najmłodszych lat rozpieszczano do granic możliwości. Jako pierworodny, a do tego jedynak, chłopiec był oczkiem w głowie obojga rodziców, a także wszystkich służących z willi. Otrzymał najlepsze wykształcenie, pobierał prywatne lekcje nauki gry na skrzypcach i fortepianie, i powoli wyrastał na małego egoistę. Gdy miał niecałe osiem lat, jego matka ponownie zaszła w ciążę i dziewięć miesięcy później urodziła małego blondwłosego Cesaire'a. Chłopczyk jednak nie miał szczęścia starszego brata - w wieku trzech miesięcy utopił się w wannie, gdy pokojówka wyszła na chwilę z łazienki po suchy ręcznik. Kiedy wróciła, dziecko było już martwe. Pogrzeb nie należał do skromnych, a Klaudiusz, choć wiedział, że powinien wraz z rodzicami opłakiwać młodszego braciszka, nie potrafił nie cieszyć się z nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Był świadom faktu, że drugie dziecko zabrałoby mu znaczną część uwagi, jaką zawsze poświęcali mu rodzice i którą wcale nie miał ochoty się z nikim dzielić. Parę lat później na świat przyszła młodsza siostra chłopca, jednak mimo wszystko to właśnie on na zawsze pozostał ukochanym dzieckiem. A przynajmniej tak mu się wydawało; po śmierci Cesaire'a jego rodzina bowiem powoli zaczęła się rozsypywać. Nie było już tej radości i śmiechu, tylko cisza wisząca ciężko w pustych pokojach. Klaudiusz zaczął ćwiczyć balet; nie chciał siedzieć w domu, w którym wszyscy byli zajęci swoimi sprawami zamiast nim. Mając czternaście lat wystąpił w swej pierwszej większej roli, czym przyciągnął uwagę Marcusa Ayre'a, szlachcica i hrabiego daleko spokrewnionego z angielską rodziną królewską. Po paru spotkaniach spokojnie można było uznać ich już za kochanków. Następne osiem lat chłopak spędził u boku wampira, pozwalając mu żywić się swoją krwią i łudząc się, że Marcus kiedyś i jego przemieni w krwiopijcę. Był głupim dzieckiem, rozpuszczonym i naiwnym, zaślepionym zauroczeniem. Kiedy przejrzał na oczy, był pewien, że mężczyzna zostawi go, gdy tylko się nim znudzi. Ale lata mijały, a oni wciąż byli razem. Klaudiusz zaczął mieć nadzieję, że to coś więcej, że może im się uda... Żył marzeniami aż do nocy jedenastego czerwca 1650 roku. Wracając późnym wieczorem z próby do nowego baletu został zaatakowany przez zgraję wściekłych psów. Zagryzłyby go, gdyby w porę nie zjawił się Marcus. Zabił parę zwierząt, resztę przepędził, a śmiertelnie rannego chłopaka przemienił w wampira, widząc, że nie ma dla niego innego ratunku. Na rękach zaniósł go do domu, gdzie został zamordowany osikowym kołkiem przez ojca Klaudiusza, który już od dłuższego czasu domyślał się, kim jest kochanek jego syna. Rannego chciał potraktować podobnie, chłopakowi udało się jednak uciec i zaszyć w opuszczonym magazynie nad Loarą, gdzie postanowił przeczekać niebezpieczeństwo. Ojciec jednak nigdy nie przyszedł go szukać, a on sam, wiedziony pragnieniem, wyszedł ze swej kryjówki nocą, by zapolować. Następnego dnia wyjechał do Wiednia. Do Paryża wrócił dopiero po wielu latach, równie młody jak tamtej pamiętnej nocy, by po śmierci wuja upomnieć się o willę i rodzinny majątek. Mieszkał w niej niemal następne trzy stulecia; dopiero w latach dwudziestych dwudziestego wieku zdecydował się na przeprowadzkę.
Partner: Brak stałego, przelotnego zawsze z chęcią
Inne informacje:
- Szczerze nienawidzi psów i syczy na nie za każdym razem, kiedy tylko jakiegoś dojrzy. Najchętniej wszystkie wsadziłby do worków i wrzucił do rzeki. Wilkołaków też się to tyczy.
- Jest koneserem ludzkiej krwi. Dosłownie.
- Stałym elementem jego ubioru są krótkie, bo sięgające zaledwie do nadgarstka, czarne rękawiczki z delikatnej skórki, o które Klaudiusz wyjątkowo dba i których nie zdejmuje dosłownie nigdy. Dodatkowo dodaje sobie wzrostu butami z wysokim obcasem, a na ważniejsze okazje zakłada także drogocenny, ciężki wisior z wielkim rubinem.
- Choć teoretycznie wystarczyłoby mu wypicie półtora litra krwi na tydzień, pochłania o wiele większe jej ilości - nie dlatego, że jest głodny, ale dlatego, że jest zwyczajnie łakomy. Potrafi opić się jak bąk i cały dzień zalegać na kanapie, oglądając idiotyczne amerykańskie programy w telewizji i trawiąc hektolitry posoki, które w siebie wlał, zagryzając zamrożoną krwią będącą podróbą lodów, którą wypchany jest jego zamrażalnik. A potem i tak przychodzi w nocy do swojego żywiciela, udając, że jest tak strasznie głodny.
- Przez długie lata tańczył w balecie i wciąż jest nadzwyczaj rozciągnięty. Założenie nogi na głowę czy zrobienie szpagatu nie stanowi dla niego trudności. Na rurze też zatańczy jeśli ładnie poprosisz.
- Jest jednym z tych wampirów, które zawierają układy z ludźmi polegające na rzekomej obietnicy przemienienia delikwenta w krwiopijcę w zamian za możliwość pożywiania się jego krwią. Mimo swej pozycji i przywileju, który ta za sobą niesie, nie przemienił żadnego ze swych dotychczasowych żywicieli.
- Nienawidzi wcześnie wstawać i praktycznie nigdy tego nie robi; przeważnie dlatego, że praca wymaga od niego wracania do domu o nieludzkich godzinach. Każdy, kto odważy się spróbować obudzić go przed południem, zostanie wyssany z krwi do ostatniej kropli.
- Od czasu do czasu zdarza mu się grywać na skrzypcach, ale fortepianu nie tknął od ponad półtora wieku. Instrumenty klawiszowe zbrzydły mu już dawno temu i jakoś wciąż nie potrafi na nowo się do nich przekonać.
- Ma ogromną słabość do stylu wiktoriańskiego.
- Jak sam niejednokrotnie twierdzi, jest nowoczesnym wampirem, i nawet mimo niemal czterystu lat na karku radzi sobie nadzwyczaj dobrze z tymi wszystkimi dzisiejszymi nowinkami techniki - nie potrafiłby żyć bez telewizji i internetu, a laptop i telefon wymienia na najnowsze modele średnio co pół roku.
- Przejawia ogromną słabość do Szekspira, w szczególności Hamleta i Otella.
- Większość osób, która miała wątpliwy zaszczyt obcować z nim przez dłuższy czas, uważa go za "małego, leniwego sadystę, który cieszy się na widok czyjegoś cierpienia" lub "małego skurwiela z niewyparzoną gębą, który zawsze i wszędzie musi podkreślać swoją wyższość". W obu przypadkach mają rację.
- Od chwili przemiany ani razu nie był w kościele, i biada temu, kto spróbuje go do takowego zaciągnąć. Klaudiusz nie lubi ani księży, ani świątyń samych w sobie, i najczęściej po prostu stara się omijać je szerokim łukiem.
- Przezwisko "Pchła" nadał mu jeden z jego starych partnerów, któremu Klaudiusz ponoć przypominał właśnie pchłę - mały, pijący krew i skaczący kiedy się go czymś mocno zdenerwuje.
- Jest tak drobny i szczupły, że gdyby założył sukienkę i obcasy i zrobił makijaż, wyglądałby w gruncie rzeczy jak dość płaska kobieta.
- Mówi głośno - naprawdę głośno. Jego głos ma specyficzną gładkość i brzmi cholernie przyjemnie kiedy Klaudiusz mówi cicho, ale przez większość czasu jest po prostu nieprzyjemnie wysoki, zupełnie jakby wampir celowo darł się na całe gardło.
- Na wycieraczce ma napis "ruining people's lives is my hobby".
- Ma tendencję do męczenia swoich uczniów baletem i rzucania w nich piłkami jeśli tylko czymś mu podpadną.
Właściciel: frania099
Monety: 200 Monet
Przedmioty: Brak
Zwierzak: Brak
G-mail: frania099@gmail.com
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Inne wampiry : Rosie, Virág



***
***

Jest ciekawska i interesuje ją wiele dziedzin. Nie tylko naukowych. Zawsze lubi być doinformowana, w sprawach, które szczególnie ją ciekawią. Nienawidzi natomiast, kiedy mówi jej się co i w jaki sposób ma robić. Nie wierzy w miłość i choć nigdy nie była w związku, uważa, że jest to tylko przeszkoda w drodze do szczęścia. Zaślepia rozum i zmysły, sprawia, że ludzie wytracają swój własny, oryginalny charakter. Poza tym przynosi tylko ból i cierpienie.
Imię : Rosie
Pseudonim : nie ma
Wiek : 18 lat (tak naprawdę to 118 lat)
Płeć : Kobieta
Rasa : Wampir
Opiekun : -
Żywioł : Powietrze (+umysł)
Moce : Wszystko co związane z żywiołem i podżywiołem. Jest szybsza od innych wampirów, ale nie tak silna jak inne, większe osobniki. Potrafi czytać w myślach.
Charakter : Rosie jest towarzyską dziewczyną. Wygadana, bardzo pomysłowa. Nie lubi sztucznych ludzi. Często zdaje się na intuicję, "ma 6 zmysł". Jest bardzo cwana, mistrzymi kłamstwa, mimo to jest bardzo szczera, czasem aż do bólu. Nie boi się rzucić komuś w twarz tego co sądzi. Jednym słowem nie boi się wyrazić własnego zdania. Bardzo szybko się uczy. Ciężko zasłużyć na jej zaufanie, natomiast bardzo łatwo jest je stracić.
Aparycja : Drobna dziewczyna, nie wielkiego wzrostu, bo mierzy ok. 160 cm. Ma ciemne, długie włosy, piękne oczy i duże kształtne usta. Nie lubi się zbytnio malować, jedyne czego używa zawsze to tusz do rzęs i pomadka.
Stanowisko : Medyk
Rodzina : Nie żyje
Przyjaciele : Nikogo jeszcze zbytnio nie poznała
Wrogowie : Raczej nie ma
Historia : Jej rodzice zginęli gdy miała 6 lat, do tej pory pamięta ten straszny wypadek. Gdy była kilka sekund od śmierci, przypałętały się "dobre" wampiry. Najstarszy z nich oferował Rosie coś, czego pragnąłby każdy. Wieczną młodość. Gdy dorosła do wieku 18 lat, już więcej się nie starzała.
Partner : Nie ma.
Inne Informacje : Rosie kocha jazdę konną. Lubi czytać książki. Oddaje się swojej pracy. Jest bardzo zaradna. Nie lubi warzyw.
Właściciel : Frugo96
Monety : 200 Monet
Przedmioty: -
Zwierzak : Art
Imię : Art
Płeć : Wałach
Wiek : 6 lat
Gatunek : Koń
Rodzaj : Zwykly
Moce : Brak mocy, choć jego atutem jest szybkość.
Historia : Rosie znalazła Arta w internecie. Miał wtedy rok. Od podstaw sama go układała przez co stał się jej oddanym, wiernym wierzchowcem.
Właściciel : Rosie Kimberly
***
Imię : Virág
Nazwisko : Zápolya
Pseudonim : Brak
Wiek : 417 lat (przemieniony w wieku około 24 lat, na tyle więc wygląda)
Płeć : Mężczyzna
Rasa : Wampir
Opiekun : -
Żywioł : Umysł
Moce : Virág dysponuje zdolnościami właściwymi większości przedstawicieli jego gatunku. Mianowicie cechuje go nadzwyczajna siła i szybkość, a także niespotykana zdolność do regeneracji, która sprawia, że nawet najcięższe rany goją się na nim jak na przysłowiowym psie - w dodatku w mgnieniu oka. Posiada także umiejętność przemiany w nietoperza, chociaż wymaga to od niego znacznego wysiłku. Wyglądem przypomina w tej postaci lironosa żółtoskrzydłego, jest jednak odrobinę większy od przedstawicieli tego gatunku, a także posiada wydatniejsze kły.
Charakter : Większość tych, którzy mieli kiedykolwiek do czynienia z Virágiem, całkiem zgodnie opisuje go jednym, aczkolwiek wyjątkowo trafnym określeniem: prawdziwy nosferatu z powołania. Virág nie traktuje wampiryzmu jako czegoś, co stawia go ponad innymi - bynajmniej też jednak nie uważa go za przekleństwo. Odnosi się do swej wampirzej natury jako do czegoś, co zawsze z nim było i - by świat mógł zachować swój właściwy porządek - być powinno; tak jak każdy wąż powinien mieć łuski, a jeż kolce, tak Virág Zápolya nie byłby sobą bez swoich kłów. Wydaje się przy tym zupełnie nie brać pod uwagę tego, że nie zawsze był wampirem. Nie wypiera się wprawdzie faktu, że przez pierwsze dwadzieścia cztery lata swojej egzystencji był człowiekiem, ale zapytany o jakieś konkretniejsze szczegóły wzrusza tylko ramionami, jakby chodziło o opisanie z grubsza przebiegu choroby wieku dziecięcego, którą przeszedł, ale niewiele z niej pamięta. Nie oznacza to jednak wcale, że Virág nie lubi ludzi - wręcz przeciwnie. W przeciwieństwie do większości wampirów, nie traktuje ich jedynie jako źródła krwi. Chętnie się nimi otacza, uważając ich za wyjątkowo interesujących towarzyszy - fascynuje go zwłaszcza ich psychika, a także skłonność do nagłych zmian. Sam zalicza się również do tych bardziej postępowych wampirów, które nie zatrzymują się w czasach, w których przyszło im się urodzić, tylko idą wraz z postępem, mniej lub bardziej ingerując w bieg wydarzeń. Na pierwszy - i dla zdecydowanej większości ludzi jedyny - rzut oka nonszalancki, niezwykle czarujący i o nienagannych manierach, a przy tym odznaczający się w każdym ruchu, spojrzeniu czy słowie tą fascynującą drapieżnością, dziwną właściwością wampirów, która sprawia, że tyle istnień lgnie do nich, pozostając głuchymi na swój instynkt samozachowawczy. Subtelny i wyrafinowany, nigdy nie podnosi głosu, do wszystkich zwraca się spokojnie i uprzejmie, używając jednego tonu zarówno do proponowania poczęstunku, jak i śmierci. W ten sam dystyngowany sposób prowadzi kłótnie, wypowiada złośliwości, lży i jest arogancki. Mało kiedy przy tym zdarza mu się zwracać uwagę na obelgi kierowane pod jego adresem; jest tak zadufany w sobie, że przyjmuje takowe zwykle z pełnym wyższości, pobłażliwym uśmiechem kogoś, kto i tak wie lepiej, jak się sprawy mają. Gdy jednak ma się okazję poznać go chociaż odrobinę bliżej - i nie stanowi się dla niego jedynie obiecującej lecz mało interesującej perspektywy na późniejszy posiłek - można z łatwością zauważyć, że cechy te w wyjątkowo nierównej, dwufazowej proporcji łączą się w nim z irytująco wręcz specyficznym poczuciem humoru, roztargnieniem kogoś, kto zgubiłby własną głowę, gdyby nie była przymocowana na stałe do karku, a także zaskakującą cierpliwością i delikatnością - która jednak do głosu dochodzi zdecydowanie najrzadziej i na krótko. Ma także skłonność do zbytniego przywiązywania się; czasem po prostu lubi kogoś i już, jest mu przychylny bez większego powodu, nieważne, co ten ktoś o tym myśli. Virág to ten niezależny typ, który nie znosi, gdy krępują go jakieś plany - nie znosi czegoś musieć, nawet jeśli chodzi o czynności, które i tak by normalnie wykonał. Lubi być panem sytuacji, a jeśli już nawet nie panem, to przynajmniej współwłaścicielem. Jego zagrania są często nieprzewidywalne i niezrozumiałe, z czego jest całkiem zadowolony, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że z reguły nie działa z rozmysłem i wszystko samo jakoś tak wychodzi. Szczątki sprytu, przebiegłości czy innego wyrachowania, chociaż wciąż są w nim obecne, zostały już dawno pogrzebane pod zwałami lenistwa i tumiwisizmu - zdarza im się wypełzać ze swej ciepłej kryjówki jedynie w sytuacjach zagrożenia, ale zaraz po tym, jak kryzys zostaje zażegnany, wracają i ponownie zapadają w drzemkę. Przez sposób, w jaki zwykł rozwiązywać konflikty, można uznać go za uległego tchórza - on sam zwykł jednak nazywać swoje zachowania przejawami inteligencji. Virág nie ma bowiem w zwyczaju stawać przodem do niebezpieczeństwa, jeśli nie musi; wykręca się, odwleka ile może, nie ma też nic przeciwko chodzeniu na łatwiznę, z czymkolwiek by się ona nie wiązała. Ma oczywiście swoją dumę, przynajmniej dopóki jest mu to na rękę - jeśli trzeba, bez mrugnięcia okiem jest w stanie schować ją do kieszeni. I szczerze mówiąc wcale nie czuje się źle z tego powodu. Potrafiłby bez strachu stanąć do otwartej walki, a przynajmniej tak twierdzi, gdyby stawka była warta jego cennej skóry - a nie zapowiada się, by w jego sakli prędko pojawiło się coś o wartości większej niż "bezcenne".
Aparycja : Może to niezbyt szokujący, ani tym bardziej konkretny opis, ale nie trzeba się specjalnie przyglądać, by stwierdzić, że Virág bez wątpienia wygląda na wampira. Wysoki, smukły i blady, o ostrych, przystojnych rysach twarzy i z nieodłącznym, mogącym uchodzić za szyderczy uśmiechem igrającym mu niemal zawsze na ustach, nie potrzebuje chwalić się kłami, by większość od razu poznała w nim nosferatu. Niekiedy jest to dla niego nieco uciążliwe, ale mimo wszystko mile łechce jego dumę, tak więc nawet jeśli narzeka, to i tak z reguły nie robi nic, by coś z tym fantem zrobić. Czymś, co także zdecydowanie mocno przyciąga wzrok wszystkich wokół, są jego oczy: kiedyś, jeszcze przed przemianą piwne, nie wiedzieć czemu teraz mają barwę rubinów przetykanych złotem. Jego uszy są wydłużone i zaostrzone, jak to u nieco starszych wampirów; lewe ma nawet przekłute, ale bardzo rzadko zdarza mu się nosić kolczyk, chociażby dlatego, że zwykle zapomina go założyć. Ciemne, sięgające łopatek włosy najczęściej nosi związane w niedbały kucyk, kierując się zasadą, że im luźniej, tym lepiej. Na prawym ramieniu ma niewielki tatuaż wyobrażający kraczącego kruka siedzącego na złamanej kości. Jeśli chodzi o ubiór, gustuje w prostej elegancji, którą czasami tylko zdarza mu się ożywić czymś nieco bardziej ekstrawaganckim.
Stanowisko : Nauczyciel zacierania śladów
Rodzina :
- Biologiczna matka - najprawdopodobniej ulicznica lub żebraczka. Zmarła jesienią 1601 roku, kilka dni po tym, jak na oczach trzyletniego wówczas Virága została wepchnięta pod powóz. Wampir nie pamięta jej imienia, ani nawet imienia, które nadała jemu. Jednak zarówno zniekształcone echo jej głosu wyśpiewującego starą kołysankę, jak i wizja drobnej, czarnowłosej dziewczyny w łachmanach znikającej nagle pod końskimi kopytami nawiedzają go jeszcze czasem w snach - czy też, w przypadku tego drugiego, w koszmarach.
- Virág Zápolya - przyszywana siostra, ku pamięci której nadano mu imię. Urodziła się 4 listopada 1470 roku, zmarła na świnkę cztery lata później, dokładnie dwa dni po swoich urodzinach. To głównie dzięki uderzającemu podobieństwu Virága do niej Berkenye postanowiła się nim zaopiekować.
- Berkenye Zápolya - wampirzyca, która wychowała go jak własne dziecko. Została przemieniona w wampira w wieku dwudziestu dwóch lat przez swoją matkę, Erzsébet, która tym samym uchroniła ją od śmierci w połogu. Po utracie ukochanej córki w znacznym stopniu postradała zmysły - adoptowanie Virága tylko częściowo poprawiło jej stan. Jest wyjątkowo nadopiekuńczą matką, która najchętniej wciąż trzymałaby swojego malutkiego, czterystuletniego synka przy sobie, pod kloszem, żeby na pewno ciepło się ubierał i dobrze odżywiał. Odkąd Virág wybył do Stanów, średnio trzy razy do roku wybiera się do niego w odwiedziny, często ciągnąc też ze sobą Erzsébet. Prawdopodobnie jest święcie przekonana, że Virág jest jej rodzonym dzieckiem.
- Erzsébet Zápolya - przyszywana babka, przemieniona w wampira w wieku około siedemnastu lat pod koniec XIV wieku. Zarówno tytuł szlachecki, włości, jak i sam wampiryzm odziedziczyła po starym wampirze-tradycjonaliście, który trzymał ją w swym zamku jako jedną z kochanek - i który miał w zwyczaju przemieniać co piękniejsze i przychylniejsze mu dziewczęta w wampirzyce. Gdy również i ją przemienił, zatłukła najpierw rywalki, a potem swego naiwnego stwórcę. Jednak córkę, którą z nim ma, szczerze kocha - i z miłości do niej nauczyła się też traktować przybłędę-Virága jak swojego wnuka. Mimo wszystko wciąż strofuje go na każdym kroku. Z natury jest oschła, zimna, cyniczna i wydaje się zupełnie nie posiadać skrupułów.
Przyjaciele : Kilku pewno by się znalazło.
Wrogowie : Na chwilę obecną nikt nie dostąpił tego zaszczytu, ale kto wie.
Historia : Był początek wyjątkowo zimnej i mokrej jesieni roku pańskiego 1601, gdy zaledwie trzyletni chłopiec - tak jak wiele innych niewinnych dzieci przed i po nim - przekonał się na własnej skórze, jak bardzo okrutny i niesprawiedliwy potrafi być świat. W dodatku sądząc po tym, co anonimowy złodziejaszek znalazł potem przy jego matce - a raczej po tym, że nie było to nic posiadającego chociażby minimalną wartość, prawdopodobnie już wcześniej życie pokazało mu, że ani trochę nie przypomina swojego bajkowego odpowiednika. Drobne, wychudzone i zdecydowanie zbyt małe jak na trzylatka stworzonko, które pewnego dnia miało zostać Virágiem, nagle, w zupełnie niepojęty dla niego sposób zostało na świecie kompletnie same, bo chociaż mama wciąż była obok i tak ją prosiło, nie chciała już więcej mówić ani nawet się ruszać. Trwało więc tak przy niej, wciąż prosząc i kwiląc, chociaż z każdą chwilą coraz ciszej, aż jego płacz zwrócił uwagę kogoś, kto w niedługim czasie miał mu ją zastąpić. Będąca akurat w Tokaju przejazdem córka hrabiny Zápolya - wampirzyca Berkenye, wiedziona tym samym instynktem macierzyńskim, który lwicy każe wziąć pod opiekę młodą gazelę, gdy straci swe lwiątka, postanowiła przygarnąć nieszczęsną sierotę - zwłaszcza, że z jej zmarłą córką łączyło chłopca wyjątkowo uderzające podobieństwo. Zabrała go do rodzinnego zamku i zupełnie głucha na sprzeciwy swojej matki, nadała mu nowe imię i wychowała jak własnego syna, rozpieszczając go do granic możliwości i zapewniając mu najlepsze wykształcenie oraz całą tą miłość, którą zrozpaczona i rozchwiana emocjonalnie matka może zaoferować swemu cudownie odzyskanemu dziecku. Gdyby nie twarda ręka Erzsébet, która była nieoceniona w sprowadzaniu małego paniczyka na ziemię za każdym razem, gdy zaczynało mu się wydawać, że jest pępkiem świata, prawdopodobnie wyrósłby z niego kolejny rozpuszczony jak dziadowski bicz egoista, jakich ten świat jest pełny. Stara hrabina nie chciała się także zgodzić na przemienienie Virága w wampira, twierdząc uparcie, że dwa krwiopijce w rodzinie to i tak już przesada. I gdyby nie pewne dziwne zdarzenie, które miało miejsce pod koniec sierpnia 1622 roku, tuż po tym, jak babka wyjawiła mu w końcu prawdę o jego pochodzeniu, Virág prawdopodobnie nigdy nie zostałby wampirem. Chociaż młody Zápolya podświadomie czuł, że coś jest nie do końca tak, wnioskując chociażby po samym stosunku Erzsébet do niego, świadomość, że jest jedynie synem zwykłej żebraczki, wstrząsnęła nim do głębi. Przez następnych kilka dni nie chciał nikogo widzieć; najczęściej wybierał się na samotne przejażdżki konne, by móc uniknąć jakoś zrozpaczonej matki. Z jednej z takich przejażdżek nie wrócił - a przynajmniej nie od razu. Po kilku dniach nieobecności Erzsébet, której wbrew deklaracjom zdarzało się jednak co jakiś czas za nim porozglądać, znalazła go błąkającego się po lesie w pobliżu zamku. Był obszarpany, pokrwawiony i zdawało się, że nie za bardzo wie co się z nim dzieje, a po dokładniejszych oględzinach - no i po tym, jak bezceremonialnie rzucił się na konia hrabiny - okazało się, że nie jest już człowiekiem. Przez następny rok wampirzyce zajmowały się nim, cierpliwie czekając, aż całkowicie wyjdzie z okresu pisklęcego, przywyknie do swojej nowej natury i nauczy się wszystkiego, co dorosły wampir powinien umieć. To właśnie w tym krótkim okresie Virág nareszcie został całkowicie zaakceptowany przez swoją babkę; naprawdę się do siebie zbliżyli, chociaż na pierwszy rzut oka ich stosunki pozostały bez zmian. W 1874 roku wiedziony ciekawością Virág popłynął do Nowego Świata i chociaż miał spędzić tam tylko jakiś czas. Do Beacon Hills trafił stosunkowo niedawno; sam do końca nie wie, jak dał się namówić na stanowisko nauczyciela.
Partner : Od jakiegoś czasu wodzi za kimś spojrzeniem, ale czy coś z tego będzie?
Inne Informacje :
- Virág to imię żeńskie, w dodatku oznaczające "kwiat", co skrzętnie ukrywa.
- Nie wiadomo, kto dokładnie przemienił go w wampira. On sam od trzystu dziewięćdziesięciu trzech lat milczy jak grób i raczej nie zapowiada się, by miał zamiar w końcu coś na ten temat komukolwiek zdradzić.
- Jest zagorzałym akwarystą; w swojej sypialni, tuż naprzeciwko łóżka ma olbrzymie, mające ponad dwa tysiące litrów akwarium, w którym trzyma swojego ukochanego pupila - olbrzymiego samca prapłetwca abisyńskiego, którego nazwał Berkenye, by zwierzak mógł poczuć jego ból. Ryba jest jego oczkiem w głowie; wampir potrafi spędzić pół dnia grzebiąc w akwarium i sadząc z powrotem rośliny, które Berkenye powyrywał, rozmawia z nim, próbuje głaskać i zawsze karmi go z ręki, co nieraz już przypłacił poharatanymi palcami.
- Już od kilku lat zajmuje się pisaniem książki na temat zależności walorów smakowych krwi człowieka od jego rasy, płci, stanu emocjonalnego, orientacji, zdrowia, wieku i wielu innych bardziej absurdalnych czynników. Jak na razie nie idzie mu to najgorzej, ale nie zapowiada się, by skończył ją w tej dekadzie - zwłaszcza że wszystkie przypadki opisuje według własnych doświadczeń.
- Jest wyjątkowo wybredny, jeśli chodzi o krew, a jego gust spokojnie można nazwać dziwnym. Jego ulubionym pożywieniem jest krew przerażonego/szczęśliwego człowieka, bo według niego adrenalina/dopamina, a najlepiej oba na raz, nadają jej niepowtarzalny posmak. Jeśli akurat nie ma sobie jak takiej załatwić, miesza zwykłą z rumem i zielonym pieprzem. Rzadko kiedy też zdarza mu się kąsać daną osobę więcej niż raz.
- Ostatnio weszło mu w nawyk narzekanie, że w dzisiejszych czasach krew jest przesiąknięta fastfoodami.
- Jedną z jego wielu reakcji obronnych jest mdlenie.
- Śmiertelnie się obraża, gdy nazwie się go krwiopijcą.
- Ma doktorat z psychologii i trzy lata studiowania fizyki kwantowej za sobą. To drugie jakiś czas temu porzucił i nie zapowiada się, by w ogóle miał zamiar do tego wracać.
- Chętnie grywa na pianinie.
- Jego zęby są wyjątkowo słabej struktury, oczywiście jak na wampirzą miarę. Ma w sobie ten paniczny lęk, że kiedyś straci kły, więc zawsze podczas posiłku przytrzymuje ofiarę, na wypadek gdyby niespodziewanie się szarpnęła. Nawet jeśli ta ofiara jest mu przychylna i zupełnie nie ma nic przeciwko.
Właściciel : Katiś1
Monety : 285
Przedmioty:
Zwierzak : Berkenye
G-mail - szmaragdzinka@gmail.com
Imię : Berkenye
Płeć : Samiec
Wiek : 15 lat
Gatunek : Prapłetwiec abisyński
Rodzaj : Towarzysz zwykły
Moce : Brak, to tylko wyjątkowo wielka ryba
Historia : Virág dostał go w prezencie od znajomego ze studiów, który także miał hopla na punkcie akwarystyki. Berkenye miał wtedy dopiero trzy miesiące i zaledwie dziesięć centymetrów. Trzeba przyznać, że od tego czasu trochę mu się urosło.
Właściciel : Virág Zápolya

Imię: Keriann
Nazwisko: Tenebrae
Pseudonim: Kiera (czyt. Kira), zawsze można wymyślić coś jeszcze.
Wiek: Przemieniona w wieku 17 lat (ma tyle na prawdę)
Płeć: Kobieta
Rasa: Wampir
Opiekun: Klaudiusz de Quincey
Żywioł: Mrok
Moce: Kiera potrafi poruszać się przez cienie jeśli znajdują się wystarczająco blisko niej, wszelką energię i siłę czerpie z nocy, chłodu oraz ciał niebieskich. Swoim śpiewem przywołuje różne istoty, a póki jej pieśń trwa ma nad nimi pewną (ograniczoną) władzę. Nie odznacza się wyjątkowymi zdolnościami, ale i bez nich świetnie potrafi sobie poradzić. Poza tym, od czasu do czasu otzrzymuje senne wizje, nie zawsze jasne i zrozumiałe. Nie potrafi ich kontrolować ani wywoływać.
Charakter: Keriann od zawsze była typem samotnika; małomówna, trzymająca się na uboczu, nie szukająca na siłę towarzystwa. Obcy zwykle uważają ją za ponurą, ale tak na prawdę potrzeba jej trochę czasu żeby przyzwyczaiła się do ludzi i mogła im zaufać. Bez tego, na początku znajomości jest skryta, mogłaby wydawać się nawet nieśmiała, choć tak nie jest. Nie lubi dużo o sobie mówić, zdecydowanie jest lepszym słuchaczem niż mówcą. Zawsze stara się zachowywać pozory twardej i poważnej osoby, aczkolwiek tak na prawdę jest bardzo wrażliwa. Komentarze dotyczące jej wyglądu nie wywierają na niej wrażenia, ale jeśli chodzi już na przykład o jej emocje, podejmowane przez nią decyzje; to bardziej na nią wpływa. Bardzo rzadko się śmieje, a kiedy już się tak dzieje, to zwykle w towarzystwie osób, którym ufa i na prawdę jej na nich zależy.
Choć sama uważa się za złą osobę i potwora, w głębi duszy jest dobrą osobą. Tyle, że nie potrafi tego zbytnio dostrzec. Otacza ją pesymizm, sarkazm i wredota. Lubi dokuczać innym, szczególnie kiedy już wie na ile może sobie z nimi pozwolić. Zazwyczaj przechodzi obojętnie wobec cudzego cierpienia, co nie znaczy, że nie ma wyjątków od reguły. Z natury jest mściwa i chowa swoje urazy czekając na odpowiedni moment by się zemścić. Jest sprytną i inteligentną dziewczyną, która praktycznie wszędzie wściubia swój noc. Potrafi dowiedzieć się praktycznie wszystkiego, jeśli się zawzie i nie przeszkadza jej, że szukanie informacji może zająć na prawdę sporo czasu. Zawsze dotrzymuje cudzych tajemnic. Podejrzewa, że nawet gdyby chodziło o czyjeś życie, nie zdradziłaby powierzonych jej sekretów, ale jak dotąd nie musiała się dowiadywać jak zachowałaby się w takiej sytuacji.
Kiedy jej na czymś zależy, stara się ubezpieczyć; mieć w zanadrzu jakiś szantaż albo inną drogę ewakuacji. Lubi mieć karty przetargowe. Nienawidzi, a można by nawet powiedzieć, że boi się dzieci. Szczególnie tych rozwydrzonych, głośnych i wskazujących ją palcami, robiąc przy tym wielkie oczy. Pomimo to czuje instynkt macieżyński, który usilnie zagłusza.
Kiera jest na ogół spokojną dziewczyną, co ma swoje odzwierciedlenie w jej fascynacji gwiazdami, księżycem, lasami i czytaniem książek. Poważnie, u swich rodziców miała ich setki. Poza tymi zwykłymi zainteresowaniami, nie może oderwać się od widoku krwi. Na pewno wzmogło się to u niej po przemianie w wampira, ale już jako człowiek odczuwała jak czerwona ciecz ją hipnotyzuje.
Nie cierpi, gdy ktoś na siłę i wszelkie możliwe sposoby chce się z nią zaprzyjaźnić. Ona sama wybiera sobie przyjaciół, wobec których jest bezgranicznie lojalna. Inne osoby to tylko jej znajomi, wrogowie i Ci, których nie zna.
Keriann jest masochistką (choć nigdy nie cięła się np. żyletką) i w pewnym sensie sadystką. Uważa, że ból (fizyczny) wzmacnia i przynosi ukojenie . Latwo ją zdenerwować, ale rzadko kiedy pozwala, żeby negatywne emocje przenosiłe się na słowa, które wypowiada. Gdy jest wściekła usuwa z siebie złość przez wysiłek izyczny (oprócz biegania, którego mimo wszystko nienawidzi).
Aparycja: Keriann jest średniego wzrostu dziewczyną o włosach w odcieniu jasnego blondu i intensywnie szarych oczach, które zmieniają barwę na niebieskie bądź zielone, zależnie od światła. Ma bardzo jasną skórę i wydatne kości policzkowe. Jej falowane, sięgające za łopatki włosy wzbogacone są o dwa małe warkoczyki z lewej strony głowy; jeden z nich znajduje się na wierzchu dzięki czemu jest widoczny, natomiast drugi jest schowany i pleciony tuż nad uchem, przez co rzadko kiedy jest zauważalny. Dziewczyna często ubiera się w ubrania oraz suknie, które nie odkrywają zbyt wiele. Nie lubi biżuterii, więc praktycznie jej nie nosi; co najwyżej jakieś proste naszyjniki, a na palcu serdecznym prawej ręki nosi złoty pierścień z pomarańczowym, okrągłym kamieniem, który dostała od brata. Jej włosy zwykle spływają falami na ramiona lub splata je w warkocz. Oczy Keriann mają kształt migdałów i otoczone są gęstymi, ciemnymi rzęsami.
Rodzina: Matka - Katherina; Ojciec - Jason; Brat - Sebastian (Bash)
Przyjaciele: W akademii nie ma jeszcze przyjaciół, lecz nie szuka ich na siłę. Kimś takim zostają tylko osoby, którym ufa.
Wrogowie: Dawniej miała kilku wrogów, lecz jeszcze nigdy nie znalazła swojego arcywroga. W akademii nie spotkała jeszcze osób, które dostały by takie miano.
Historia: Keriann od dziecka była wychowywana na ucieleśnienie wszelkich marzeń i ambicji swoich rodziców. Na dobrą, uczynną i podporządkowaną kobietę, która słuchałaby każdego ich słowa. Coś im po drodze nie wyszło. Zapewne przez nacisk jaki na nią kładli, szczególnie w okresie jej dojrzewania, sama zeszła z wyznaczonej przez rodziców ścieżki. Był to rodzaj buntu, który zaczął kształtować całe jej życie. Nigdy nie prowadziła z opiekunami otwartej wojny. Zdawała sobie sprawę z jej konsekwencji. Ale w głowie toczyła z nimi zacięty bój.
W dniu swoich siedemnastych urodzin, zamknięte w sobie dziewczyna, którą była Kiera, uległa wreszcie prośbom swojej nielicznej grupki przyjaciół i zgodziła się udać z nimi do klubu. Nienawidziła imprez i dużej publiki, ale zrobiła to też, żeby odegrać się na swoich rodzicach, z którymi odbyła wcześniej poważną sprzeczkę o błache sprawy. Jednak to nie jej rodzina najbardziej odczuła jej ucieczkę z domu na tę imprezę, lecz ona.
Wszystko szło w miarę pomyślnie i bez żadnych akcji, do momentu gdy w klubie pojawiła się trójka ciemnowłosych, młodych mężczyzn. Jej koleżanki ledwo co ich dostrzegły, a dostały jakiegoś hopla. Zaczęły szeptać między sobą o nowo przybyłych, a dwójka jej kolegów, przewracając oczami tylko ciężko wzdychała, ciągle pochylając się w stronę swoich szklanek z alkoholem. Ona nie piła. Nie potrafiła też znieść tego ciągłego paplania jej przyjaciółek, więc odeszła od stolika pod pretekstem udania się do toalety, gdy tak na prawdę przesiadła się na drugą stronę pomieszczenia. Pod bar.
Dopiero po chwili, kiedy usłyszała głęboki, niski głos mężczyzny, zorientowała się, że ktoś obok niej siedział. Czarnowłosy zamawiał jakiś alkohol. Dopiero po chwili zorientowała się, że to chyba on był jedną z osób, o których rozmawiały jej przyjaciółki. Kierowana przeczuciem powędrowała spojrzeniem w stronę stolika, który wcześniej zajmowała z przyjaciółmi. Chłopcy gdzieś uciekli, za to z jej przyjaciółkami śmiał się mężczyzna, który (tym razem już na pewno) był wcześniej tematem ich rozmów. Tego trzeciego nigdzie nie zauważyła. Intuicja mówiła jej, że coś tam jest nie tak. Nie zdążyła dowiedzieć się o co chodziło, kiedy poczuła na sobie wzrok czarnowłosego. Odwróciła się do niego i zobaczyła jego zalotny uśmiech skierowany w jej stronę. Choć nie miała na to nastroju, odwzajemniła go. Sama nie wiedziała dlaczego. Była wtedy skołowana.
W jednej chwli powstało wielkie zamieszanie. Cały klub ogarnęło przerażenie. Ludzie biegali jak oszaleli, a po parkiecie poruszały się jakieś dziwne cienie. Keriann nie wiedziała co się dzieje. Nagły pęd powietrza przewrócił krzesło, na którym siedział jej towarzysz, a on sam gdzieś zniknął. Powstała niesamowita juha. Nagle do nosa dziewczyny dotarł gęsty zapach krwi. Jej umysł był otumaniony i kręciło jej się w głowie. Przed nią pojawił się czarnowłosy mężczyzna. Uśmiechnął się drapieżnie, ukazując swoje białe zęby, które teraz były poplamione czerwoną mazią. Nie zdążyła zarejestrować kiedy pojawił się kilka centymetrów przed nią, odchylił jej szyję na bok i wbił się w tętnicę. Zaczęła się szarpać, krzyczeć i próbowała go odepchnąć. Po chwili, gdy Kiera zaczęła już słabnąć przez upływ krwi, mężczyzna odsunął głowę od jej szyi, ugryzł swoją rękę przy nadgarstku i dociskając ją do jej ust zmusił, żeby wypiła trochę czerwonej cieczy należącej do niego.
- Jeszcze się zobaczymy - szepnął jej do ucha po czym rozpłynął się w powietrzu wypuszczając ją ze swoich rąk.
Oczy zaszły jej mgłą i z głuchym trzaskiem upadła na podłogę.
***
Przez miesiąc żyła w swoim mieście, jako młoda wampirzyca. Na początku było jej bardzo ciężko powstrzymywać zew krwi, dlatego zabiła kilku cywilów. Unikała swojego domu i początkowo poruszała się tylko w nocy, za dnia ukrywając się w opuszczonych budynkach, aż odkryła, że światło jej nie szkodzi. Czuła się w nim tylko słabiej. Po dwóch tygodniach od przemiany nawiedziła ją pierwsza wizja - czyjaś śmierć. Widziała ją na własne oczy kilka dni później. Następna wizja pokazywała gmach szkoły w Beacon Hills. Dlatego w miesiąc od przemiany w potwora, pojawiła się w akademii.
Partner: Nigdy dotąd nie trafiła na osobę, która byłaby dla niej ważna, dlatego nigdy nie była w związku. Zdobyć ją na pewno nie będzie łatwo, gdyż nie uznaje ona miłości.
Inne informacje:
- przefarbowała kiedyś swoje włosy na czarno;
- nienawidzi zapachu tytoniu;
- ma lęk wysokości;
- boi się strzykawek (a raczej samego pobierania krwi);
- potrafi poruszać się prawie bezszelestnie i sprawia jej to przyjemność;
- umie śpiewać, ale wstydzi się robić to w towarzystwie
Właściciel: koniarka01
Monety: 200
Przedmioty: -
Zwierzak: Prius

Imię: Prius
Płeć: Samiec
Wiek: 2 lata
Gatunek: Pies (Wilczak czechosłowacki)
Rodzaj: Zwykły
Moce: Brak. Polega tylko na swojej zwinności i silnych szczękach.
Historia: Keriann dostała Priusa od swojego brata, który jako jedyny liczył się z jej uczuciami.
Właściciel: Keriann
Gmail: selenja.pies@gmail.com


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz