Dzisiaj coś było nie tak jak powinno. Czułam się.. dziwnie? Tak, to chyba dobre słowo. Miałam ochotę krzyczeć, drzeć się i jednocześnie zniszczyć wszystko dookoła. Potrzebowałam pomocy, a znałam tylko jedną osobną, która mogła mi jej udzielić.
Skierowałam się w stronę toalet i po chwili byłam już zamknięta w jednej z nich. Dopiero w tej ciszy usłyszałam, że nie jestem tu sama. Teoretycznie żadnej żywej duszy tu nie było, jednak ja słyszałam. Słyszałam cudze szepty. Wyjęłam telefon i szybko wybrałam numer Damona, gdy już po jednym sygnale usłyszałam jego głos
- Co jest?
- Dziwnie się czuję.. ja.. ja nie dam rady. Zabierz mnie do domu, proszę - jęknęłam - Mam złe przeczucie..
- Opowiedz mi dokładnie co się dzieje - powiedział opanowanym głosem
- Mam ochotę coś zniszczyć! - wyrzuciłam to z siebie - Chcę krzyczeć, widzieć ból, cierpienie, chcę tej przeklętej ciszy, by usłyszeć głosy!
- Spokojnie. To pewnie zespół napięcia przedmiesiączkowego - odparł dość poważnie jednak czułam, że ledwo powstrzymuje śmiech
- Zabawne - mruknęłam
- To pewnie przez stres, dasz sobie radę. Postaram się być w pobliżu. Trzymaj się młoda - rozłączył się
Dwoma palcami zaczęłam rozmasowywać swoje skronie mając nadzieję, że głosy sobie odpuszczą. Z moich prób wyrwał mnie najbardziej przerażający ( zaraz po moim krzyku ) dźwięk na świecie - dzwonek. Wyszłam z toalety chcąc już się uspokoić, gdy nadszedł jeszcze jeden dzwonek, który w naszej szkole oznaczał apel.
Wszyscy tłumnie udali się na salę, a głosy w mojej głowie stawały się coraz bardziej natarczywe. Przechodząc przez drzwi otarłam się o czyjeś ramię, przypadkiem dotknęłam jego dłoni i ujrzałam to. Strzał. Krew. Panikę. Wycie. Ktoś tu jest. Ktoś chce śmierci jednego z nas. Nie wiem kto jest celem. Nie dam rady go obronić.
- Proszę o spokój! - zawołała dyrektorka
Na całej sali nastała cisza, zakłócana tylko w mojej głowie. Powoli traciłam kontakt ze światem zewnętrznym.
- Idź krok do przodu - usłyszałam szept tak realny, jakby wypowiedziała go osoba stojąca obok
Zazwyczaj nie rozumiem co do mnie mówią, znają wiele języków, a... Boże przecież nawet nie wiem kim są głosy! Wykonałam ich polecenie i zaraz usłyszałam dalsze instrukcje. "krok w lewo", "nie odwracaj się", "uratujesz", "do przodu","stój".
Wtedy to się stało.
Czułam piorunujący ból zaczynający się w moim boku i rozchodzący się coraz dalej. Zanim utraciłam przytomność zdążyłam zobaczyć kogo ochroniłam... za mną stał Theo Raeken
< Theo? >
416 słów +100 monet

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz