Lampa rozjaśniła mały, nieuporządkowany pokój. Dopiero zauważyłam, że wszędzie walały się moje spodnie, majtki i koszulki. Jedynie biurko, miejsce, gdzie trzymałam swoje zabawki, było idealnie czyste i uporządkowane.
Teraz, gdy wszystko było już widać,było mi głupio. Właśnie skopałam mojego opiekuna, a przy tym swojego dobrego znajomego. Jedyny człowiek, który rozumie moją miłość do broni białej, jedyny, który rozumie każde moje zachowanie, a ja musiałam właśnie skopać mu tyłek. W ogóle to jak mi się to udało? Rzadko radziłam sobie tak dobrze z walką w ręcz. Chociaż, spoglądając na zegarek ujrzałam godzinę 4 nad ranem, a Walker raczej jest nocnym markiem, zawsze zasypia o 3, więc pewnie jest strasznie zmęczony. Damon odwrócił się na plecy jęcząc
- Borze szumiący, kobieto, co ty ze sobą masz? Człowiek stara się cię nie obudzić, a ty na niego z łokciem?
- Powinieneś się w końcu nauczyć, że mnie wszystko obudzi. Ciesz się, że padłeś jak kłoda na ziemię, inaczej skończyłbyś z Alfredem w piersi.
- Nazwałaś nóż Alfred, seems legit. I wcale nie jak kłoda, skoczyłaś na mnie z zaskoczenia, to nie była moja win..
- Taaak, tłumacz się dalej, że to było z zaskoczenia OPIEKUNKO
- Zamknij ryj. - Powiedział rozdrażniony. Za każdym razem, gdy próbuje mnie obudzić dostaje wpierdol, czy to ksiązką, czy to kapciem, czy to krzykiem lub poduszką. Po prostu czuję zagrożenie, mimo, że on nim nie jest. Chyba tylko wyczuwam istoty nadnaturalne.. będące zbyt blisko mnie.
- Dobra, ubieraj się, idziemy do szkoły. Prawdopodobnie przeniosę cię do akademiku..
Po tych słowach wyszedł z pokoju, ocierając nos z krwi i marudząc coś o kobietach i wiecznym okresie. Leniwie podeszłam do szafy poszukując czegoś wygodnego.
Po ubraniu się moim kolejnym celem była łazienka. Nałożyłam jak na mnie dość delikatny makijaż i szybkim krokiem wyszłam z mieszkania. Zaraz, zaraz... jest 5 nad ranem *facepalm*. Nienawidzę Cię Damonie Walkerze. NIENAWIDZĘ!
Chociaż tak szczerze na lepszego opiekuna nie mogłam trafić. Walker jest naprawdę wspaniałym "człowiekiem". Nigdy nie spotkałam osoby, która.. potrafi mnie tak dobrze zrozumieć. Zna moją taktykę, głupiutkiej i zarozumiałej dziewczyny i jako jeden z nielicznych zna prawdziwą Lydię Martin. Stojąc na chodniku przed kamienicą poczułam delikatne, zimne krople lecące wprost na moją głowę. Jeszcze mi tu ulewy brakuje.Chciałam już wrócić się do mieszkania, ale wtedy podjechał na swoim motocyklu Damon.
- Chodź, podwiozę Cię Lydiełku - mruknął zapatrzony przed siebie
- Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a Alfred na pewno ucieszy się ze spotkania z Tobą - odpowiedziałam wsiadając na motocykl
- Jeszcze nigdy nie trafiłem na takiego zarozumiałego aniołka - prychnął
- Upadłego aniołka - uśmiechnęłam się smutno - I tak dobrze trafiłeś, są gorsi
- Nawet nie wiesz jaka wielka moc w Tobie drzemie.. - mruknął i ruszył
Przez całą drogę jechaliśmy w milczeniu. Więcej we mnie demona czy anioła? Nie mam zielonego pojęcia
Dojechawszy do szkoły zeskoczyłam z motocyklu i od razu udałam się do środka. Damon ruszył za mną, ale skręcił w stronę sekretariatu.
Otwierając drzwi do szatni wpadłam na kogoś
<Theo? >
661 słów +130 monet
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz