- Pewno coś ciekawego. - Virág uśmiechnął się i usiadł obok kobiety, o cal lub dwa przekraczając odległość, która z reguły pozwala siedzącym zachować przestrzeń osobistą w stanie nienaruszonym. - Jeśli chcesz wiedzieć, co dokładnie, zapytaj jakiegoś wampira, który nie spędził całego dnia w sali lekcyjnej, użerając się z kolejnymi stadami małpiatek nieposiadających w sobie krzty finezji - dodał i westchnął teatralnie, odchylając głowę do tyłu zupełnie tak, jakby nagle postanowił przyprawić swoją bladą cerę o odrobinę egzotycznego brązu. Zaraz jednak zmrużył oczy i odwrócił twarz od zdecydowanie zbyt ostrego - przynajmniej według jego kryteriów - czerwcowego słońca, krzywiąc się nieznacznie. Może i podania na temat wampirów znacznie przesadzały w kwestii ich nadwrażliwości na światło słoneczne, lecz wciąż jednak pozostawało w nich całkiem przyzwoitych rozmiarów ziarnko, a właściwie ziarno prawdy. Tak samo jak czosnek czy woda święcona, słońce w rzeczywistości również okazywało się być mniej skuteczne, niż ponoć być powinno. Nie żeby Virágowi jakoś szczególnie to przeszkadzało - wręcz przeciwnie, przesiadywanie całymi dniami w ciemnych, wilgotnych kryptach to ostatnie, na co miałby ochotę.
Wampir spojrzał z ukosa na przyglądającą mu się z rozbawieniem Penkę i na jego twarzy ponownie zagościł szeroki, pełen tego właściwego mu, specyficznego rodzaju samozadowolenia uśmiech.
- No, ale do rzeczy - powiedział, nim kobieta ponownie się odezwała. - Wrobiono mnie kilka dni temu w organizowanie wycieczki dla pierwszoroczniaków. Muzeum historii naturalnej i te sprawy, rozumiesz. - Pokręcił głową, nie kryjąc rozbawienia. - Nie wiem czy podczas twoich morderczych treningów mieli siły i odwagę ci się pochwalić, że gdzieś jadą. W każdym razie potrzebowałem drugiego opiekuna. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że wpisałem na listę ciebie?
<Oczywiście że nie, prawda?>
276 słów +85 monet
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz