Skończyłem lekcje.Postanowiłem trochę powęszyć po terenie akademii.Nikogo na straży nie było, więc z łatwością mogłem się stąd wyślizgnąć.Jedynie zauważyła mnie jakaś nowa wampirzyca -Rosie. Spojrzała na mnie wrogo i odeszła oglądając (a raczej mierząc) mnie wzrokiem.Co ja jej zrobiłem?
W końcu wszedłem do lasu.Jest tu dość mrocznie, a za razem pięknie. Nagle usłyszałem huk!Co to było?W pierwszej chwili pomyślałem, że mogli być to łowcy, lecz szybko zmieniłem zdanie. Kiedy się odwróciłem,zobaczyłem,że to zwykła sowa. Pogłaskałem ją i poszedłem dalej.
Dotarłem do pięknego miejsca, tu mogłem czuć się swobodnie. Była to polana wiele kilometrów po za akademią, gdyby ktoś się dowiedział, pewnie by mnie wywalili...albo gorzej...
Usiadłem tam.Trawa była tak wygodna,że o mało bym zasnął. W tej chwili nie myślałem o niczym. Leżałem, wsłuchując się w śpiew ptaków.
Kiedy zacząłem znów racjonalnie myśleć zauważyłem, że robi sie ciemno. Z wielką prędkością powróciłem na tereny alademika i niezauważenie wślizgnąłem się do szatni. Gdy szedłem na stołówkę wpadłem na kogoś. Od razu szpony wbiły mi sie w zaciśnięte pięści
-Uwarzaj sobie!- ryknałem powstrzymując narastający gniew, gdy zauważyłem, że to Lydia od razu ją przeprosiłem i przytrzymałem aby nie upadła.
-Przepraszam..-powiedziałem z miną zbitego psa
<Lydia?>
192 słowa +60 monet
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz