Uśmiechnąłem się do siebie
-To co.. Idziemy?-spytałem w dalszym ciągu się uśmiechając
-Dobra, ale nie szczerz już się tak -powiedziała
Wyruszyliśmy i od razu udaliśmy się do windy. Bez problemu wyszliśmy ze szpitala.
Udaliśmy się do opuszczonego budynku w stanie remontu. Nikt tutaj nie zagląda, więc wątpie, że tutaj ktokolwiek by nas szukał.
-Rozgość się-zaśmiałem się wskazując jedyną kanapę na ok. 100 m 2 budynku
Stała na samym środku. Lydia usiadła.
-Jesteś głodna? -spytałem po usłyszeniu cichego burczenia
-Jak cholera - usłyszałem znaczącą odpowiedź
-Nigdzie się stąd nie ruszaj -uśmiechnąłem się i wyszedłem
Po kilku minutach już z jedzeniem wracałem do Lydii, upewniłem się, że nikt za mną nie idzie, ani mnie nie obserwuje. Wślizgnąłem się niepostrzeżenie do opuszczonego budynku, ale gdy doszedłem do "naszej" kanapy, Lydii tam nie było.
-Lydia!!-krzyknąłem i spróbowałem złapać jej trop, co szybko mi się udało
Przebiegnąłem przez cały budynek, dopiero na końcu, w najmniejszym pokoiku stała Lydia, wpatrywała się w pustą przestrzeń.Dopiero po chwili dostrzegłem niebieski kwiat w jej dłoni..
-Lydia co się dzieje?-spytałem
-Już wiedzą gdzie jesteśmy.. znajdą nas... lekarze z eichen.. oni nas znajdą..
<Lydia?>
206 słów +60 monet
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz