Zobaczyłem jej ranę, była jeszcze większa niż przed szyciem
Usłyszałem tylko ciche
-dom echa
Wtedy jeszcze tego nie zrozumiałem
Lydia zemdlała w moich ramionach.
Zaniosłem ją na salę operacyjną. Byłem wkurwiony zachowaniem lekarzy. Wciąż nie wiedziałem, co to wszystko ma znaczyć. Chyba robili na niej jakieś badania. Ale puki co nie wiem nic...
-Zróbcie coś!-ryknąłem na lekarzy, którzy byli zdziwieni tym, że przyniosłem do nich pacjentkę
W sumie fakt. To zazwyczaj pielęgniarki/pielęgniarze zabierają pacjenta na sale, niestety tutaj na nikogo nie można liczyć.
Czekała mnie kolejna mordęga..godzina nicnierobienia. Nienawidzę tego stanu, gdy coś się dzieje, a ja jestem zupełnie bezradny...
Gdy skończyli ponownie zaszywać Lydię, wróciła do swojego szpitalnego pokoju. Było już późno.
Minęło kolejne pół godziny nim Lydia się wybudziła. Nie odstępywałem jej łóżka na krok. Momentami czułem narastający gniew i chęć przemiany, którą "ugaszałem" bólem. Pode mną była struga krwi, która co kilka minut się zwiększała, pod wpływem wbijanych pazurów w moje dłonie.
-Dziś pełnia..-usłyszałem cichy głos
Zauważyłem, że Lydia patrzy w moim kierunku
-Tak... -odpowiedziałem i wziąłem głęboki oddech -..dobrze, że już się wybudziłaś. Nie wytrzymałbym dłużej -uśmiechnąłem się
<Lydia? >
332 słowa +85 monet
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz